Od jakiegoś czasu przestałam używać Caps locka poprzez wcielenie w życie pewnej filozofii, jakoby to nic i nikt nie zasługiwał na szacunek i prawo do wielkiej litery. Ot. taka głupota i chęć udźiwnienia sobie życia.
Wielkie zmiany!- krzyczały horoskopy astralno- miłosne i kij wie jakie tam jeszcze, bo w ogóle sie na nich nie znam, ale sąsiadka niby tam czyta, bo całą brodę ma zaplutą od spluwania przez lewe ramię w celu -” by nie zapeszać-atfu”. No i właśnie ona powiedziała mi, iż zmieni się me życie o 360 stopni. Że przestanę być zarozumiałą suką smutną w kakao. Będę miała moc i czarodziejską różdżkę i kupę pieniędzy związanych z zawodem i że miłości nie braknie. Że ten wysoki brunet to nowy brunet, którego poznam w drugiej dekadzie sierpnia. I to z nim udanego seksu mi życzy. Kichnęłam śmiechem, czy też odbiło mi się- w każdym razie wydałam dość ironiczny w brzmieniu ton. Głupi horoskop nie wiedział, że zupełnie innymi planami zostałam obarczona.
Absolutnie nie w głowie mi teraz wóda, przelotne ” Harlequiny”, czy też materializacja domostw. Bezsens tej całej dupy i pustki tak głośno i długo brzmiał mi w uszach, że głowa postanowiła odpaść.I teraz sama organizuje sobie świat- układa życie. Brak sygnału pokory z jej strony- niby.
Cholernie się zawzięłam, żeby przestać istnieć. A przecież tak trudno usunąć siebie, jeśli się siebie całego nie ofiarowało w pełni. Więc o czym mowa? Ze stoję z boku i patrzę? I czy naprawdę końcem świata jest dzień, w którym pójdę do monasteru?
Sierpień 28, 2010 o 4:23 pm |
ładnie
pozdrawiam z joe monster.