Pięknie to ułożyła. Równo, wedle całej gamy kolorostycznej, naprzeciw aktów notarialnych i niezobowiązanych obietnic. Wytarła kurze i była gotowa do odlotu. A tu znów coś się przewraca, coś nie leży tak jak trzeba, zawija się zbyt na lewo, a tu znów na prawo. Mogłoby się wydawać, że jej cała energia i czas w dupę idzie. Że ona „ zapoprawia“ się na śmierć. Pozornie. Doprawdy pozornie. Bo ile mniej frustrujące jest pogodzenie się z sytuacją w której się znalazło. Pokornie pochylać czoło i dziękować za to co się ma. To trudna nauka.
Iluzja. To słowo najpełniej oddaje to co się wokół niej dzieje. To tak jakby jadła powietrze, choć jest świecie przekonana, że do ust transportuje pączka. Parę słów, parę spotkań z kim trzeba, nasycenie obrazem i dźwiękiem i jest w stanie pociągnąć swój stan i wyobrażenia jeszcze z pół roku. Nie umie przegrywać. Denerwuje się kiedy przegrywa, dlatego nie może i nie potrafi przyznać się do błędu. Nie lubi porażek, boi się porażek. Dlatego pielęgnuje świat iluzji, układa, skleja, naprawia, wypełnia. Tak ażeby było cacy. Uśmiech i kopniak w tyłek. Bo : ja nie dam rady? Kto jak nie ja“. To nie są czasy słabych ludzi. Tu nie ma miejsca na prawdziwość. Wszystko jest oszukane, miałkie, ubrane w ładne, masowe formy, a w środku zgniłe i czarne bez reszty. Tak, generalizuję i przejaskrawiam. Zniszczyć swój biznesplan na życie. Być nieopłacalnym niezaradnym bucem, ignorantem, wyśmiewanym i odrzuconym przez masowe społeczeństwo. Podziękować za zabawę i gry pozorów i pokornie wyjść tylnym wyjściem. Przegrać siebie w dzisiejszym świecie to jak wygrać nowe życie. Bez kompleksów. Prawdziwe. I tu człowiek winien szukać sukcesu…
Może kiedyś, od czegoś trzeba zacząć…